ARGUMENTY PRZECIWKO EKOLOGICZNYM KLAMSTWOM

info
The True Story of DDT, PCB, and Dioxin
OFERTA WYDAWNICZA:
CHEMIA ORGANICZNA
ELEMENTARNA CHEMIA ORGANICZNA
ELEMENTARNA CHEMIA NIEORGANICZNA
Ekologiczne Klamstwa Ekowojowników
TEKSTY:
1. Szkodliwe mity ekologiczne
2. Persistent Ecological Myths
3. Eco-Swindlers
4. Pomaturalne uwagi o chemii w szkole
5. Argumenty przeciwko ekologicznym klamstwom
AUTOR

ZWIĘZŁE I MOCNE ARGUMENTY
PRZECIWKO EKOLOGICZNYM KŁAMSTWOM

Przemysław Mastalerz

 

Największe nawet nonsensy zaczynają nabierać charakteru prawd objawionych, gdy są uparcie powtarzane przez media. Potęga prasy, radia i telewizji jako narzędzi kształtowania publicznej opinii jest znana od dawna, jednak w społeczeństwach jeszcze nie wytworzyły się odruchy automatycznego odrzucania i potępiania rozmaitych bzdur i kłamstw, jakimi nas zarzucają wszystkie środki przekazu. Bezkrytycznie przyjmujemy wszystkie, nawet najbardziej niewiarygodne lub śmieszne kłamstwa. Wielu ludzi ciągle wierzy, że to co piszą w gazetach i mówią w telewizji to święta prawda. Nie można się zatem dziwić, że tak bardzo rozpowszechniona jest wiara, że grożą nam r?#380;ne nieszczęścia, jeśli zlekceważymy alarmy podnoszone w mediach przez ekologów i nie zastosujemy się do ich nauk.


Problem DDT

Istnieją liczne, poważne i groźne sygnały, że coś bardzo złego dzieje się w ekologicznej literaturze, ale żaden sygnał nie jest tak niewiarygodny, jak fakt opublikowania w roku 2004 artykułu, według którego stosowanie DDT było przyczyną epidemii paraliżu dziecięcego w latach 1942-1962. Artykuł ten, opublikowany w r?#380;nych miejscach w internecie, będzie prawdopodobnie miał większy wpływ na opinię publiczną niż tysiące naukowych prac o DDT, bo więcej ludzi korzysta z internetu niż z materiałów źródłowych, ukrytych w grubych tomach na bibliotecznych p?#322;kach. Można się obawiać, że to głupie kłamstwo o DDT będzie powtarzane, dopóki nie stanie się “powszechnie przyjętym faktem”.

Omawiany tu artykuł w internecie oparty jest na publikacji M. S. Biskinda, amerykańskiego lekarza, który w roku 1949 ogłosił pogląd, że przyczyną paraliżu dziecięcego (choroby Heinego-Medina) jest DDT. Można zignorować wypowiedź niedokształconego lekarza, który w roku 1949 mógł nie wiedzieć, że paraliż dziecięcy jest wywoływany przez wirusy i że szczepienia są skutecznym środkiem zapobiegawczym, ale ignorancja taka nie może być tolerowana obecnie. Bezkrytyczny powrót do poglądów Biskinda na początku XXI jest faktem groźnym, bo nie można się spodziewać, że wskrzeszanie idei Biskinda zginie bez śladu wśród miliardów internetowych publikacji. Istnieją przecież zagorzali przeciwnicy DDT, którzy skwapliwie podchwytują wszystkie krytyczne wypowiedzi o tym insektycydzie. Już teraz jest w internecie co najmniej kilkadziesiąt aktualnych pozycji, powtarzających brednie o wywoływaniu paraliżu dziecięcego przez DDT.

Historia DDT od samego początku jest opleciona gęstą siecią kłamstw. Można mieć nadzieję, że kłamstwo Biskinda nie spowoduje dużych szkód, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że DDT powoduje paraliż dziecięcy i nie zrezygnuje ze szczepień, skutecznie chroniących dzieci przed tą straszną chorobą. Istnieje jednak wiele innych kłamstw o DDT, od bardzo szkodliwych do po prostu śmiesznych.

Już w pierwszych latach stosowania DDT do zwalczania owadów zaczęły się pojawiać głosy, że jest to związek trujący dla ludzi. Trudno dziś powiedzieć, co było przyczyną tych obaw, bo przecież nikt od DDT nie umarł i nie jest znany ani jeden przypadek choroby człowieka spowodowanej przez DDT. Nieszkodliwość DDT jest bardzo dobrze udowodniona, podczas gdy zarejestrowane zostały liczne przypadki śmiertelnych zatruć innymi środkami owadobójczymi.

W piśmiennictwie nie brakuje sprzecznych doniesień o szkodliwości DDT. Na przykład w tygodniku Wprost z 13 listopada 2005 znajdujemy następującą wypowiedź:

DDT jest bardzo niebezpieczną substancją dla człowieka, może uszkadzać układ immunologiczny, zakłócać działanie hormonów, wywoływać raka czy przedwczesne choroby”. Wypowiedzi tej można przeciwstawić wiele artykułów w najpoważniejszych czasopismach naukowych, które nie potwierdzają chorobotwórczego działania DDT, a w szczególności nie potwierdzają oskarżeń, że DDT jest rakotwórczy. Zrezygnuję jednak z relacjonowania dyskusji naukowych, bo dyskusje takie nie mają siły przekonywania społeczeństwa. Zamiast dyskusji przedstawię twarde fakty.

Jest faktem, że kłamstwo o szkodliwości DDT doprowadziło do rezygnacji z tego insektycydu w walce z komarami na terenach malarycznych. W Europie i w USA protesty były tak powszechne i zajadłe, że doprowadziły do urzędowych zakazów produkcji i stosowania DDT. Jest ironią losu, że protestują bogate społeczeństwa nie znające malarii, a umierają biedni ludzie w malarycznych krajach tropikalnych.

Najlepszego i zrozumiałego dla wszystkich dowodu pożyteczności DDT dostarcza historia walki z malarią. W ciepłych krajach choroba ta zabija ponad milion ludzi rocznie. Największym sukcesem DDT było niemal całkowite zlikwidowanie malarii przez wytępienie komarów. Na przykład w Turcji przed użyciem DDT notowano ponad milion nowych przypadków rocznie a po zastosowaniu DDT liczba nowych zachorowań spadła do około dwóch tysięcy. Według WHO wprowadzenie DDT uratowało życie setek milionów ludzi. Sukces DDT był tak wielki i oczywisty, że odkrycie jego owadobójczego działania zostało zaliczone do największych osiągnięć naukowych i uhonorowane nagrodą Nobla dla Paula Muellera.

Nagroda Nobla dla odkrywcy DDT nie przeszkodziła ekowojownikom w ich zajadłych protestach przeciwko stosowaniu DDT. Skutki wprowadzenia urzędowych zakazów produkcji i stosowania DDT nie kazały długo na siebie czekać, bo malaria wróciła i znów dziesiątkuje ludzi w krajach, gdzie klimat pozwala na rozmnażanie się komarów. Dlatego r?#380;ne kraje w strefie malarycznej produkują DDT wbrew zakazom, uchwalonym w bogatych krajach, gdzie malaria nie jest problemem.

Jest faktem, że kłamstwo o szkodliwości DDT doprowadziło do niepotrzebnej śmierci wielu milionów ludzi, a więc zakaz produkcji i stosowania DDT trzeba uznać za akt ludobójstwa. Wnet po wprowadzeniu zakazu śmiertelność z powodu malarii wzrosła do poziomu z czasów przed wprowadzeniem DDT. Ekolodzy nie powinni zapominać, że wymuszony przez nich na początku lat 1970. zakaz DDT był przyczyną śmierci co najmniej stu milionów ludzi, którzy niepotrzebnie zachorowali na malarię. Jest mało znaną i bolesną prawdą, że hitlerowcy w Niemczech razem z komunistami w Rosji i w Chinach nie spowodowali śmierci tylu ludzi, ilu zabili ekologiczni działacze swoim zakazem używania DDT, zakazem wprowadzonym rzekomo dla dobra ludzkości.

Od samego początku walka z DDT była popierana przez ONZ. Dopiero we wrześniu 2006 do wysokich urzędów ONZ dotarła świadomość, że przeprowadzane raz w roku opryskiwanie mieszkań preparatami DDT skutecznie chroni domostwa przed inwazją komarów i dzięki temu zapobiega malarii. Fakt ten był znany od wielu lat, ale był skutecznie zagłuszany przez fanatycznych przeciwników DDT. Dopiero 15 września 2006 dyrektor departamentu malarii w WHO wydał urzędowe oświadczenie, że DDT najlepiej ze wszystkich insektycydów nadaje się do zwalczania komarów w mieszkaniach i wezwał ekologiczne organizacje do zaprzestania protestów przeciwko DDT. Można mieć nadzieję, że dobiega końca ponad trzydziestoletni okres bezpardonowego zwalczania DDT. Ale nie można mieć pewności, bo ekowojownicy są bardzo zawzięci i nigdy się nie cofają. Zawziętość ekowojowników i charakterystyczne dla niech lekceważenie ludzkiego zdrowia i życia doprowadziły w przeszłości do tego, że USA i bogate państwa europejskie wstrzymywały pomoc ekonomiczną dla tych biednych państw, które ośmielały się nielegalnie używać DDT.

Rehabilitacja DDT nie będzie pełna, dopóki ornitolodzy nie oświadczą publicznie, że nie są prawdą twierdzenia ekowojowników, że DDT był przyczyną masowego wymierania ptaków w połowie ubiegłego wieku. Przeciwko temu świadczy między innymi fakt, że w Ameryce P?#322;nocnej w okresie najbardziej intensywnego stosowania DDT nastąpił największy wzrost populacji ptaków. Ekowojownicy z ich potężnymi organizacjami zamiast zwalczania DDT powinni raczej zmobilizować swe siły do walki przeciwko masowemu mordowaniu ptaków w południowych krajach europejskich podczas wiosennych i jesiennych przelotów.


Problem roślin genetycznie modyfikowanych

Zachodzi pilna potrzeba stanowczego przeciwstawienia się tym alarmom ekologicznym, które grożą zahamowaniem postępu w r?#380;nych dziedzinach nauki, techniki i gospodarki. W Polsce szczególnie groźne w obecnej chwili są nawoływania do rezygnacji z genetycznej modyfikacji roślin, łącznie z zakazem importu produktów pochodzących z roślin zmodyfikowanych. Zakaz uprawiania zmodyfikowanych roślin z całą pewnością pogłębi zacofanie naszego kraju, i to w tej dziedzinie rolnictwa, która obecnie najszybciej się rozwija.

Genetycznie zmodyfikowane rośliny zdobywają świat, ponieważ przynoszą odczuwalne korzyści ekonomiczne. Wszelkie zakazy pozostaną bez znaczenia, bo nikt nie wygra z ekonomią. Dlatego można się spodziewać, że nawoływania do rezygnacji z genetycznej modyfikacji roślin wkrótce ucichną.

Istnieją bardzo poważne i racjonalne argumenty, które można przeciwstawiać ekologicznym alarmom, ale niestety nigdy nie pojawi się argument w postaci dowodu, że genetycznie zmodyfikowane rośliny są nieszkodliwe. Nie będzie takiego dowodu, bo logika nie pozwala na wykazanie, że czegoś nie ma. Tak więc nie można udowodnić, że nie ma szkodliwości r?#380;nych ludzkich działań, można natomiast udowodnić istniejącą szkodliwość. W sprawie genetycznej modyfikacji trzeba zatem oczekiwać od ekologów, żeby zamiast gołosłownych alarmów przedstawili dowody, że genetycznie zmodyfikowane rośliny są zagrożeniem dla ludzkości. Ekolodzy wkładają niemały wysiłek w próby znalezienia takich dowodów, ale jak dotąd bez rezultatu.


Efekt cieplarniany

W rozumieniu ekowojowników efekt cieplarniany jest zjawiskiem, polegającym na wzroście średniej temperatury na Ziemi, spowodowanym przez przemysłową działalność człowieka. Według ekowojowników, najważniejszą przyczyną wzrostu temperatury jest emisja dwutlenku węgla z instalacji przemysłowych. Na tym zasadzają się uporczywe nawoływania do ograniczenia przemysłowych źródeł dwutlenku węgla, nawoływania, którym ekowojownicy usiłują nadać rangę postanowień obowiązujących w skali międzynarodowej.

Największym przemysłowym źródłem dwutlenku węgla jest spalanie węgla, gazu ziemnego i ropy naftowej. Ograniczenie zużycia tych paliw, a więc ograniczenie produkcji przemysłowej, ekowojownicy chcą osiągnąć przez nałożenie podatków na państwa przekraczające arbitralnie nałożone limity produkcji dwutlenku węgla. Ekowojownicy argumentują, że ograniczenie jest konieczne, ponieważ dwutlenek węgla jest najważniejszą przyczyną globalnego ocieplenia.

Przyczyną wzrostu temperatury jest absorbowanie podczerwonego promieniowania, emitowanego przez ogrzewaną słońcem powierzchnię ziemi. Efekt cieplarniany jest niezbędnym warunkiem życia, bo gdyby go nie było, to średnia temperatura na naszym globie wynosiłaby ok. -18o C. Z drugiej znów strony, zwiększenie stężenia dwutlenku węgla ponad obecny poziom mogłoby spowodować wzrost temperatury do wartości uniemożliwiających życie. Z powyższego wywodu można wywnioskować, że ludzie muszą kontrolować ilość dwutlenku węgla w powietrzu, a więc zmierzające w tym kierunku działania ekowojowników są uzasadnione.

Mamy tu przypadek, gdy logiczne rozumowanie, oparte na sprawdzonych faktach doświadczalnych, prowadzi do fałszywych wniosków. Może tak być tylko wtedy, gdy fakty i wnioskowanie dotyczą zjawiska, którego nie rozumiemy. Tak właśnie jest w przypadku klimatu na Ziemi.

Obserwacje geologiczne i paleobiologiczne dowodzą, że klimat na Ziemi zawsze podlegał dużym wahaniom. Od ponad dwóch milionów lat panuje zimny klimat podobny do obecnego, z czapami lodowymi wok?#322; biegunów. Rozmiary lodowych czap zmieniają się w rytmie wyznaczonym przez nieznane nam przyczyny. Czapy są duże w okresach nazywanych glacjałami (glacjalny = lodowy) i maleją w okresach cieplejszych, tzw. interglacjalach. Glacjały były około 10 razy dłuższe niż interglacjały, których czasy trwania wynosiły tylko kilkanaście tysięcy lat. Obecny interglacjał liczy sobie już ponad 10 tysięcy lat, a więc można się spodziewać, że wkrótce arktyczne lody znów ruszą w stronę Warszawy, Londynu i Moskwy. Jest to racjonalne przypuszczenie, bo nie ma powodu do oczekiwań, że trwający ponad 2 miliony lat cykl glacjałów i interglacjałów akurat teraz dobiegł końca.

Stosunkowo niewielkie ale wyraźne zmiany klimatu występowały także podczas obecnego interglacjału. W czasach rozkwitu państwa rzymskiego klimat był ciepły i wilgotny a w okresie wędrówki ludów wystąpiło oziębienie. Średniowiecze z kolei przyniosło tak duże ocieplenie, że Wikingowie mogli założyć całoroczne osiedla na wybrzeżach Grenlandii. Po tym ostatnim ociepleniu klimat znów się oziębił i to tak znacznie, że w siedemnastym wieku zdarzały się tak ostre zimy, że Bałtyk zamarzał od brzegu do brzegu. Można się domyślać, że niewielkie ale zauważalne obecnie ocieplenie jest kolejnym epizodem klimatycznej gry, której zasad nie rozumiemy.

Zmiany klimatu w ubiegłych wiekach odbywały się bez udziału człowieka i jego gospodarczej aktywności, a więc nie ma podstaw do twierdzenia, że obecnie ludzka działalność jest jedynym czynnikiem decydującym o klimacie. Ekowojownicy bardzo niechętnie przyjmują do wiadomości, że klimat zmieniał się bez udziału ludzi a nawet próbują zaprzeczać, że w minionym tysiącleciu były duże wahania klimatu. Popełniają tym samym duże i kompromitujące ich kłamstwo.

Istnieje niestety duża grupa sponsorowanych przez ONZ uczonych, którzy szerzą fałszywą propagandę o groźnych skutkach nadchodzącego ocieplenia. Ich propaganda jest bardzo skuteczna. Świadczy o tym szerokie rozpowszechnienie fałszywych przekonań o efekcie cieplarnianym i jego wpływie na nasze życie w nadchodzących latach.

Najważniejszą rolę w sprawach efektu cieplarnianego odgrywa powołana przez ONZ Międzyrządowa Komisja do Spraw Zmiany Klimatu IPCC (ang. Intergovernmental Panel on Climate Change). Trzeba zauważyć, że już samo powołanie takiej komisji oparte jest na przekonaniu, że istnieją zmiany klimatu, wymagające międzynarodowej interwencji. Przekonanie to nie dziwi u ekowojowników, którzy nigdy nie przywiązywali wagi do naukowego uzasadnienia ich wierzeń, ale nie przystoi międzynarodowej organizacji najwyższej rangi światowej, jaką jest ONZ. Powołanie IPCC zasługuje na uwagę także dlatego, że jest świadectwem ogromnego wpływu ekowojowników na organizacje międzynarodowe. Jest to pożałowania godne zjawisko, świadczące o zaniku prestiżu środowisk naukowych, które bezskutecznie protestowały w sprawach dotyczących efektu cieplarnianego.

Obserwacja działalności IPCC prowadzi do wniosku, że organizacja ta skupia ludzi nieuczciwych, którzy świadomie szerzą nieprawdziwe informacje. Znanym tego dowodem, a przy tym dowodem druzgocącym dla IPCC, jest sprawa “kija hokejowego”. Nazwa pochodzi od kształtu wykresu, który według IPCC obrazuje zmiany temperatury na p?#322;nocnej p?#322;kuli w ciągu ostatniego tysiąca lat. Według tego wykresu od roku 1000 do początku XX wieku temperatura nie ulegała zmianie i dopiero około roku 1920 zaczęła szybko rosnąć. Dlatego wykres swoim kształtem przypomina kij hokejowy, prosty na prawie całej długości a przy końcu ostro zagięty. Autorem tego wykresu jest wybitny członek IPCC Michael Mann ze wsp?#322;pracownikami. Wykres ten spotkał się z ostrą krytyką uczonych, ale w IPCC został przyjęty entuzjastycznie jako dowód, że dopiero rozwój przemysłowej gospodarki spowodował gwałtowny wzrost temperatury na naszym globie. Prawdziwy przebieg zmian temperatury przedstawia całkiem inny wykres, wyraźnie obrazujący średniowieczne ocieplenie i oziębienie podczas tzw. małej epoki lodowej. Kilkusetletnie ocieplenie na początku minionego tysiąclecia i następujące po nim długotrwałe oziębienie są faktami, które zostały opisane w licznych źródłach historycznych i potwierdzone przez obserwacje paleobiologiczne i inne. Szkoda, że w szkolnych programach nie ma wzmianki o zmianach klimatu, które w ubiegłych wiekach miały miejsce bez udziału ludzi. Ślepe przekonanie ekowojowników, że tylko dwutlenek węgla decyduje o temperaturze na Ziemi, każe im zapominać o klimatycznych zmianach w ubiegłych epokach geologicznych. Wolą nie mówić o tym, że jakiś nieznany a potężny czynnik spowodował cofnięcie się lodowca, który kilkanaście tysięcy lat temu przykrywał znaczne części Europy i P?#322;nocnej Ameryki i był przyczyną okresowych zlodowaceń w ciągu ostatnich dwóch milionów lat. Nie wspomina się o tym w ekologicznych publikacjach ani na lekcjach geografii w szkołach.

Twierdzenie, że dwutlenek węgla może spowodować ocieplenie o katastrofalnych skutkach jest jednym z największych kłamstw ekologicznych i jednym z najbardziej szkodliwych. Trudno zrozumieć, dlaczego propaganda ostrzegająca przed globalnym ociepleniem mogła tak całkowicie opanować umysły większości polityków i wielu uczonych. Najwidoczniej do przekonywania ludzi nie są potrzebne dowody, bo wystarcza samo powtarzanie kłamstw.


Elektrownie atomowe

Awaria atomowego reaktora w Czernobylu w roku 1986 była groźną katastrofą, bo spowodowała śmierć kilkudziesięciu osób, które zmuszono do udziału w akcjach ratunkowych bez odpowiedniego zabezpieczenia. Nie było jednak setek tysięcy ofiar, jak głosi organizacja Greenpeace, ciągle poszukująca usprawiedliwienia swoich działań, skierowanych przeciwko elektrowniom atomowym. Starcie rozsądku z ekowojowniczą propagandą mogliśmy w Polsce obserwować, gdy pojawiły się artykuły w Polityce i w Świecie Nauki, w których profesor Zbigniew Jaworowski przedstawił obiektywną ocenę skutków katastrofy w Czernobylu, a wnet po tym telewizja nadała kilkuminutową audycję streszczającą stanowisko Greenpeace. Według tej organizacji w Czernobylu zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, a w przyszłości należy oczekiwać setek tysięcy ofiar choroby popromiennej.

Artykuły prasowe nigdy nie będą miały takiego wpływu na ludzkie opinie jak telewizja. Na szczęście, o opinii uczonych i techników bardziej decydują fakty niż wypowiedzi w mediach, i dlatego niechęć do atomowych elektrowni zaczyna przemijać i po okresie zastoju w r?#380;nych krajach zaczynają powstawać nowe elektrownie atomowe. Elektrownie te są czystym, bezpiecznym, tanim i praktycznie niewyczerpalnym źródłem energii elektrycznej. Dlatego zbyteczne jest zawracanie ludziom głowy elektrowniami wiatrowymi lub opartymi na ogniwach fotoelektrycznych.


Dioksyna

Tematem licznych kłamstw głoszonych przez ekowojowników jest dioksyna. Według ekowojowniczych źródeł dioksyna jest produktem ludzkiej działalności i jest najsilniejszą z trucizn stworzonych przez człowieka. Twierdzenie o toksyczności dioksyny zostało bezkrytycznie uznane za prawdziwe przez politycznych przeciwników Juszczenki, wówczas kandydata na urząd prezydenta Ukrainy. Przeciwnicy zaufali ekowojownikom i chcąc usunąć Juszczenkę ze sceny politycznej podali mu dawkę dioksyny, która według ekowojowników powinna być absolutnie śmiertelna. Na szczęście zawiedli się srodze, bo jedynym skutkiem zatrucia były zmiany skórne na twarzy ofiary tego zamachu. Przykład ten uczy, że nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno ufać ekowojownikom.

W ogóle to ekowojownicy nie mieli szczęścia z tą dioksyną, bo fałszywym jest też ich twierdzenie, że dioksyna jest dziełem człowieka. Najpierw okazało się, że duże ilości dioksyny powstają podczas pożarów lasów a niedawno znaleziono dioksynę w pokładach gliny, których wiek oceniono na kilkadziesiąt milionów lat. W tej sytuacji tracą sens nawoływania do ograniczenia emisji dioksyny ze źródeł przemysłowych.

Afera z próbą otrucia ukraińskiego prezydenta nie była jedynym wejściem dioksyny na scenę polityczną. Dużo wcześniej dioksyna była przedmiotem gorących dyskusji politycznych w USA, gdzie emocje wzbudziły pozwy sądowe wnoszone przez weteranów wojny wietnamskiej, którzy skarżyli się na r?#380;ne choroby wywołane rzekomo przez dioksynę, z którą stykali się podczas wojny w Wietnamie. Kontakt żołnierzy z dioksyną był możliwy, bo amerykańska armia stosowała środki chwastobójcze zanieczyszczone dioksyną pochodzącą z procesu produkcyjnego. Podczas sądowych rozpraw kwestią dyskusyjną była możliwość szkodliwego działania drobnych ilości dioksyn zawartych w środkach chwastobójczych, bo te same środki stosowano w rolnictwie i nie było skarg ze strony rolników. W rozprawach sądowych brali udział eksperci popierający skargi weteranów ale przeważało zdanie, że są to skargi bezpodstawne. Sprawę załatwił amerykański senat, który uchwalił, że weteranom, którzy mogli udowodnić, że mieli kontakt z dioksyną, należy się odszkodowanie bez względu na to, czy dioksyna jest czy nie jest przyczyną ich dolegliwości.

Przeświadczenie, że dioksyny są niebezpieczne dla ludzi, było podsycane przez r?#380;ne agencje urzędowe. Na przykład amerykańska agencja ochrony środowiska (EPA, Environment Protection Agency) ogłosiła kiedyś, że nawet jedna cząsteczka dioksyny może wywołać chorobę nowotworową. Oświadczenie to znakomicie przyczyniło się do wzmożenia strachu przed dioksyną i jest ciągle powtarzane w ekowojowniczych publikacjach. Ekowojownicy powstrzymaliby się być może od takich publikacji gdyby wiedzieli, że każda komórka ludzkiego ciała zawiera mierzalne ilości dioksyny a nowotwory wywołane przez dioksynę nie są znane u ludzi.

Ten krótki przegląd zakończę kłamstwami, z których jedno jest dramatycznie głupie a drugie dramatycznie śmieszne. Autorem obu kłamstw jest Paul Ehrlich, profesor na uniwersytecie Stanforda w USA. Dla pełności obrazu muszę dodać, że jest to jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie.

W artykule ogłoszonym w roku 1969 profesor Ehrlich ostrzegł ludzkość, że dokładnie latem w roku 1979 nastąpi koniec życia na ziemi z powodu braku tlenu. Brak tlenu miał być spowodowany przez zahamowanie fotosyntezy przez DDT.

Na tej rewelacji nie zakończyła się bynajmniej publikacyjna działalność profesora Ehrlicha, bo w roku 1996 ukazała się jego książka, w której na stronie 167 znajduje się następująca wiadomość:


Kontakty z papierowymi wyrobami, takimi jak dziecinne pieluszki i papier toaletowy, mogą doprowadzić do absorpcji dioksyny przez skórę.

Uczeni ekolodzy poważnie potraktowali tę sprawę i po wieloletnich badaniach (na koszt podatników, oczywiście) ustalili, że celulozowe pieluchy nie są niebezpieczne dla dzieci, bo ilość dioksyny absorbowanej z pieluch jest kilka tysięcy razy mniejsza od ilości spożywanej z mlekiem matki.


Hipoteza liniowa i progowa

Według hipotezy liniowej substancje trujące są szkodliwe w każdej ilości, podczas gdy hipoteza progowa głosi, że dla wszystkich trucizn istnieją dawki tak małe, że są nieszkodliwe.

We wszystkich rozważaniach szkodliwych działań substancji obecnych w naszym otoczeniu trzeba brać pod uwagę zależność między wielkością dawki i działaniem biologicznym. Zależność biologicznego działania od dawki pierwszy opisał niemiecki lekarz Paracelsus (1493-1541), autor słynnego powiedzenia, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę. Sens tego powiedzenia jest taki, że każdą substancją można się otruć przy dostatecznie wysokiej dawce i żadna substancja nie jest trująca gdy dawka jest mała. Na przykład sól kuchenna jest niezbędnym składnikiem naszego pożywienia zjadanym w ilości okolo 15 g dziennie a śmiertelna dawka dla dorosłego człowieka wynosi okolo 200 g.

Ekowojownicy nie przyjmują do wiadomości, że tylko dawka czyni truciznę i działanie trucizn interpretują według tak zwanej hipotezy liniowej. Hipoteza ta zakłada, że substancja trująca w dużych dawkach musi być szkodliwa także w dawkach małych. Działanie trujące zmniejsza się przy zmniejszeniu dawki, ale według ekowojowników nigdy nie spada do zera.

Hipoteza liniowa dobrze służy do podsycania lęku przed chemią i dlatego znajduje ochoczą akceptację u ekowojowników, chociaż jest sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i obserwacjami trucizn od początku ludzkości. Przyjęcie hipotezy liniowej pozwala ekowojownikom na wszczynanie alarmów za każdym razem, gdy uczeni wykryją jakieś nowe zanieczyszczenie środowiska, nawet gdy stężenie tego zanieczyszczenia jest tak małe, że jego wykrycie wymaga najbardziej czułych aparatów.

Przeciwieństwem hipotezy liniowej jest hipoteza progowa, według której trujące działanie zanika przy małych dawkach, nazywanych dawkami progowymi. Dzięki temu nie szkodzą nam drobne zanieczyszczenia środowiska, bo dawki trucizn wnoszonych przez te zanieczyszczenia do naszych organizmów są grubo poniżej dawek progowych i ekowojownicze alarmy nie są potrzebne.

Społeczeństwo trzeba informować, że nie ma trującego działania poniżej pewnych dawek, i że nie mają sensu nawoływania do oczyszczenia przyrody z najmniejszych nawet śladów trujących substancji. Ludzie muszą wreszcie przyjąć do wiadomości, że życie rozwinęło się i trwa do dziś wśród trucizn.

Według dziennikarskich relacji żyjemy w bardzo niebezpiecznym świecie. W powietrzu grasują “barbarzyńskie freony” “efekt cieplarniany” grozi potopem, gdzieś na niebie czatuje groźna i tajemnicza “dziura ozonowa”, obmywają nas “kwaśne deszcze”, żywność jest trująca bo “naszpikowana chemią”, elektrownie atomowe rozsiewają “śmiercionośne opady radioaktywne” i przenikają nas “niebezpieczne fale elektromagnetyczne”. Tak więc do tradycyjnych lęków przed duchami, czarownicami i diabłami, jakie zawsze gnębiły ludzkość, dołączyły nowe strachy, wykarmione postępem naukowym i technicznym. Ludzie zawsze boją się tego, co nieznane, tajemnicze i niezrozumiałe, a więc boją się chemii i wszystkiego z przymiotnikiem “atomowy”, bo przecież ogromna większość ludzi nie wie nic o chemii ani o atomach.

Ekowojownicy, ci wsp?#322;cześni kapłani ekologicznej grozy, jak szamani w świecie dzikich ludzi wykorzystują ludzką nieświadomość do szerzenia strachu i pogłębiają irracjonalne lęki przez kłamliwe przedstawianie zagrożeń. Szamańska propaganda utrudnia rozpowszechnianie prawdziwych informacji, bo przy każdej próbie rzetelnego przedstawiania zagrożeń trzeba się przedzierać przez tumany irracjonalnych przekonań, wpajanych ludziom przez ekowojowników. Hipoteza liniowa jest dla szamanów idealnym narzędziem pracy.


Zasada przezorności

Od szeregu lat ekowojownicy mają do dyspozycji bardzo groźną broń do walki z postępem. Bronią tą jest tzw. zasada przezorności. Są r?#380;ne sformułowania tej zasady. Na konferencji w Rio de Janeiro w roku 1992 zasada przezorności została wyrażona w punkcie 15 tzw. “Deklaracji Ministrów”:

W celu ochrony środowiska poszczególne państwa powinny szeroko stosować postępowanie wymagane przez ostrożność. W razie pojawienia się groźby poważnych lub nieodwracalnych szkód brak naukowej pewności nie powinien op?#378;niać wprowadzania środków zaradczych.


Bardziej szczeg?#322;owe sformułowanie zostało uchwalone na konferencji w sprawie zasady przezorności, jaka odbyła się w roku 1998 w Wingspread, USA:


Gdy jakieś działanie może zagrażać środowisku lub ludzkiemu zdrowiu, to środki zaradcze należy podejmować nie czekając na naukowe ustalenie wszystkich zależności między przyczynami i skutkami. Ciężar dowodu powinien spoczywać na tych, którzy podejmują potencjalnie szkodliwe działanie.

Zasada przezorności nie może być traktowana jak ludowe porzekadło “lepiej na zimne dmuchać” bo w praktycznym zastosowaniu ta zasada jest nielogiczna. Brak logiki przejawia się w żądaniu, żeby przed wprowadzeniem technicznych innowacji dostarczane były dowody, że proponowane innowacje nie są szkodliwe w żadnych okolicznościach. Żądania takiego nie można spełnić, bo zasady logiki nie pozwalają na udowodnienie, że coś nie istnieje. Można udowodnić istnienie zagrożeń, ale nie ich brak.

Jedynym działaniem wynikającym z zasady przezorności jest zakazywanie stosowania nowych chemikaliów i nowych technologii. Ekowojownikom programowo dążącym do likwidacji przemysłu nie chodzi o nic więcej.

Zasada przezorności jest wyrazem dążenia społeczeństw do absolutnego bezpieczeństwa, do osiągnięcia stanu, w którym wszyscy będą się cieszyli dobrym zdrowiem i wyeliminowane zostaną wszystkie nieszczęśliwe wypadki. Jest to utopijne dążenie, które może spowodować znaczne koszty przy minimalnych lub żadnych korzyściach.

Groźne w skali całego globu działanie zasady przezorności jest widoczne na przykładzie walki ekowojowników z genetycznie zmodyfikowaną żywnością. Ekowojownicy domagają się zaprzestania doświadczeń nad genetyczną modyfikacją roślin i zwierząt i wycofania z handlu produktów takiej modyfikacji. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że zakazy takie zostaną wprowadzone w Polsce. Byłaby to wielka kompromitacja naukowa i polityczna.

Ekowojownicy osiągnęli bardzo istotny postęp, bo zasada przezorności jest oficjalnie wprowadzana do prawodawstwa w Unii Europejskiej w postaci tzw. dyrektywy REACH (Registration, Evaluation and Authorization of Chemicals). Według tej dyrektywy producenci będą mieli obowiązek zbadania na swój koszt wszystkich ujemnych skutków, jakie mogą być spowodowane przez substancje wytwarzane w ilościach powyżej 10 ton. Jest rzeczą oczywistą, że dyrektywa REACH uniemożliwi wprowadzanie na rynek produktów wytwarzanych w skali małotonażowej, bo bardzo duże koszty badań będą wymuszały zbyt wysokie ceny produktów.

Organizacje ekologiczne gorąco popierają program REACH, a to już samo w sobie powinno wystarczyć, żeby program ten nie został przyjęty. Zmuszanie do kosztownych a niepotrzebnych badań toksykologicznych jest formą walki ekowojowników z przemysłem chemicznym. Trzeba się obawiać, że forma ta może się okazać nad wyraz skuteczna. Wprowadzając dyrektywę REACH politycy postępują wbrew zasadzie przezorności, która każe unikać działań potencjalnie szkodliwych, a do takich należy uznanie tej zasady za obowiązującą wobec prawa.


Szkodliwość azotanów

Licząca sobie setki lat tradycja konserwowania mięsa przez zanurzanie na dłuższy czas w roztworze saletry (jest to azotan sodu lub potasu) skutecznie chroni ludzi przed bakteriami rozmnażającymi się w mięsie w warunkach beztlenowych. Mimo szeroko rozpowszechnionego stosowania nie są znane przypadki zachorowań spowodowanych przez azotany. Nie przeszkadza to ekowojownikom w ostrzeganiu społeczeństwa przed szkodliwym działaniem azotanów. Tym, którzy dają wiarę ekowojownikom trzeba wyraźnie powiedzieć, że znaczne ilości azotanów i azotynów są wytwarzane w przewodzie pokarmowym człowieka i wcale to ludziom nie szkodzi.


Problem azbestu

Nie ulega wątpliwości, że wieloletnie przebywanie w atmosferze zawierającej rozpylony azbest może wywołać raka płuc, ale jest też prawdą, że nie jest możliwe całkowite wyeliminowanie azbestu z powietrza. Według urzędowej polskiej normy powietrze może zawierać nie więcej, niż 400 włókienek azbestu w objętości jednego metra sześciennego. Prawdą, o której sanitarne władze w Polsce zdają się nie wiedzieć jest to, że azbest nie może unosić się w powietrze gdy jest uwięziony w płytach eternitowych. Dlatego bezzasadne są nawoływania do demontażu eternitowych dachów. Nawoływania takie są nawet szkodliwe, bo nieuchronne podczas demontażu uszkadzanie płyt powoduje rozpylenie azbestu. Możemy zaoszczędzić miliony złotych, gdy zostawimy w spokoju eternitowe dachy do ich naturalnej śmierci.

 

 
WYDAWNICTWO CHEMICZNE
ul. Gliniana 23/17, 50-525 Wrocław, PL
tel./fax: (0048) (71) 36 747 63, cell (0048) 601 842 752

There are many cartier replica uk with different types of movements on the market, so people don't know which one to rolex replica watches choose. Generally speaking, there are three types of movements that most replica watches use, they are Asia ETA movement, Japanese movements, and rolex replica watches. Stay away from the Asia copies of the ETA movement as they tend to be built with looser replica watches sale tolerances than their Swiss counterparts. Generic Japanese movements, such as rolex replica watches Miyotas and Citizens are fairly reliable, but probably won't last as long as a rolex replica sale. There are many possible reasons for buying a replica watch.